your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Cannes 2017: człowiek kulturalny

Ruben Östlund proponuje nam wyrazistą i całkiem odważną satyrę na świat kultury wysokiej. Stawia pytania o to, czy sztuka nie zaczęła rozmijać się zbyt mocno z tym, co dzieje się tu i teraz, z prawdziwym światem, z prawdziwymi ludźmi oraz z realnymi problemami, z którymi mierzymy się współcześnie.

Christian zarządza galerią sztuki współczesnej. To miejsce pod jego kuratelą ma być prawdziwą świątynią artystycznej wolności, gdzie pokazywane są dzieła odważne, skłaniające do myślenia i podejmujące aktualne, istotne tematy. W symbolicznej scenie przed bramą budynku muzeum wyburzony zostaje klasycystyczny pomnik. To właśnie nowa sztuka zastępuje tą starą dosłownie i w przenośni.

Tytułowy kwadrat to jedna z kluczowych wystaw, którą organizuje Christian. W oświadczeniu artystki przestrzeń otoczona ledowym świecącym kablem tworząca idealną figurę geometryczną ma być miejscem, gdzie wszyscy mają równe prawa i obowiązki. Autorce zależy, by nie tylko przywrócić egalitarne idee społeczeństwu, ale też odbudować w ludziach poczucie bezpieczeństwa i wzajemnego zaufania. Te szczytne założenia mocno jednak kłócą się z obrazami codzienności. Mijaniem ludzi bezdomnych i potrzebujących przez ludzi w eleganckich garniturach, właściwie ich nie zauważając. To rzeczywistość na ulicach europejskich miast, gdzie bieda i brzydota stają się praktycznie niewidzialne. Warto zauważyć, że Östlund w swojej krytyce wygodnego życia eleganckich mieszczuchów nie grzeszy szczególną oryginalnością. Ciekawie robi się dopiero wtedy, gdy Christian ściera się niebezpośrednio z kieszonkowcami, którzy ukradli jego rzeczy. Nie potrafi wskazać winnych, więc oskarża większą grupę, po odzyskaniu rzeczy nie podejmuje nawet próby, by skontaktować się z tymi, których bezpodstawnie oskarżył. Choć okazuje się, że niektórzy ponieśli konsekwencje jego oszczerstw.

Film Östlunda jest trochę nierówny, rewelacyjne sceny przeplatają się w "The Square" z fabularnymi dłużyznami i popularnymi banałami. Genialna jest scena uroczystości, na której zbierają się ważni ludzie kultury, ale przygotowany dla nich artystyczny performance wymykając się spod kontroli, niszczy atmosferę wieczoru i poczucie komfortu gości, obnażając okrutnie pozorną tolerancję i otwartość tego liberalnego przecież środowiska. To Luis Buñuel w najczystszej postaci. Komiczne scenki z życia muzeum rozkosznie nawiązują do kina Roya Anderssona. Fascynująca jest też postać samego Christiana, który w życiu pełni różne role - ojca, szefa, kumpla, kochanka - i w każdej z nich sprawia wrażenie dokładnie takiego samego irytującego pozera. Z drugiej strony, śledzimy też kulisy powstania kontrowersyjnej kampanii viralowej, która ma promować nową wystawę, ale obraca się przeciwko swoim twórcom, mimo że ostatecznie spełnia swoją rolę - zapewnia galerii rozgłos. To jeden z wielu banałów, po które sięga Szwed. Czy odkrywcze jest mówienie o tym, że marketing w dobie mediów społecznościowych nie może szanować żadnych świętości, bo tylko tylko tak przyciąga uwagę konsumenta?

Nie do końca jednak fair jest wytykać Östlundowi brak oryginalności, skoro sam tak bezlitośnie ukazuje puste frazesy, jakie kryją się za sztuką, która aspiruje do zmieniania rzeczywistości, zabierania głosu w ważnych dla ogółu kwestiach. Oglądając "The Square" wydaje się, że ona w dużej mierze utraciła tę funkcję, a ludzie za nią stojący legitymację do ustawiania się w roli strażników tolerancyjności, promotorów otwartości i społecznych rzeczników.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook