your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

CANNES 2017: HAZANAVICIUS, CAMPILLO, MUNDRUCZÓ, BONG JOON-HO (3)


LE REDOUBTABLE
reż. Michel Hazanavicius
Konkurs Główny

Zadurzyłam się w tym filmie trochę jak Anne w Jean-Lucu – naiwnie i autentycznie. Ekranizując wspomnienia Wiazemsky o jej krótkim małżeństwie z Godardem, Michel Hazanavicius uczynił z ich związku główny napęd swojego filmu. W momencie, gdy 19-letnia aktorka i reżyser się poznali, on był już światową gwiazdą i ikoną kina, twórcą Nowej Fali, ale też artystą w kryzysie, negującym własną twórczość, jej coraz mocniej komercyjną recepcję i intensywnie angażującym się w reakcjonistyczne, antyrządowe ruchy. To był rok 1968, we Francji wybuchła wtedy kolejna rewolucja, która wylała się nie tylko na paryskie ulice.

W roli Anne i Godarda wcielili się kolejno znana z „Nimfomanki” Stacy Martin i Louis Garrel. Na ekranie tworzą uroczą parę niemalże jak z romantycznej komedii. Film też powiela trochę motywy charakterystyczne dla tego gatunku. Pokazuje związek dwojga ładnych ludzi, z początku cieszących się szczęśliwym egzystowaniem w partnerskim układzie muza i wielki artysta, ale z czasem zdominowanym coraz bardziej przez tą silniejszą stronę. Hazanavicius zaaranżował sceny z życia małżeńskiego Wiazemsky i Godarda z dużym wyczuciem stylu (stroje i wnętrza wyglądają tu jakby idealnie zostały wyjęte z najmodniejszych żurnali z epoki) i frywolnym poczuciem humoru, po raz kolejny po „Artyście” kopiując manierę konkretnej epoki w dziejach kina, tu - nowofalowych, ikonicznych dzieł Godarda. „Le Redoubtable” to Nouvelle Vague po przebojowym tuningu!

Produkcja Hazanaviciusa to jednak nie jest komedia romantyczna, nie jest to nawet poświęcony Godardowi film biograficzny. Ukazując relacje francuskiego reżysera z otoczeniem – młodą żoną, przyjaciółmi z artystycznego kręgu, politycznymi aktywistami, studentami – bazując na jego niesamowitej erudycji, wyrafinowanym dowcipie, egocentryczno-narcystycznej pozie, wybitnym intelekcie i realnych faktach z życiorysu, Hazanavicius znowu po „Artyście” tworzy dzieło dedykowane sztuce filmowej. Wypełnione szczerym uczuciem i błyskotliwą, acz ciepłą ironią. W „Le Redoubtable” delikatnie dostaje się więc nie tylko samemu Godardowi, ale też festiwalowi w Cannes, profesjonalnym aktorom, nadmiernemu eksponowaniu nagości w kinie, komercjalizacji artystycznego kina. Przebija w końcu z tego filmu nostalgia za czasami, gdy rewolucja obejmowała praktycznie wszystkie dziedziny życia. Aktywizowała ludzi młodych, pracowników fizycznych, inteligentów i artystów. Gdy kino kontestowało rzeczywistość i samo siebie, ciągle poszukując nowych form i środków wyrazu, a nawet zarządzania samym procesem filmowej produkcji. Te czasy zdają się być dziś tylko nostalgicznym wspomnieniem, o których od czasu do czasu przypomina jeszcze współczesne i dawne kino.

120 BATTEMENTS PAR MINUTE
reż. Robin Campillo
Konkurs Główny

Początek lat 90. Po epidemii AIDS na całym świecie skrzykują się grupy aktywistów, walczących o upowszechnianie wiedzy na temat tej choroby, edukację seksualną, zainteresowanie koncernów farmaceutycznych badaniami i efektywną politykę rządową. Mechanizmy funkcjonowania paryskiej organizacji śledzi Robin Campillo. Ponieważ większość jej członków traktuje sprawę osobiście - tworzą ją w głównej mierze osoby zarażone wirusem HIV - grupa jest wyjątkowo aktywna, walecznie nastawiona do tematu i pełna pomysłów. W końcu walka toczy się o ich życie. Act Up to miejsce ścierania się poglądów o to, jak takie akcje prowadzić. Czy pokojowe przedsięwzięcia i praca u podstaw dają realne efekty, czy potrzeba działań odważniejszych i bardziej spektakularnych. Pierwsza część filmu, głównie śledząca właśnie te wątki, autentycznie wciąga w ten świat młodych ludzi w beznadziejnej sytuacji, bo Campillo nie wartościuje metod postępowania tego środowiska, pokazując, że te różnice stanowią o jej silne, a osobiste i bardzo emocjonalne podejście poszczególnych osób może decydować o skuteczności ich akcji oraz ich pożądanym odbiorze przynajmniej przez część opinii publicznej. "120 bitów na sekundę" ma dość archaiczną formę, bo stylizowane jest na zaangażowane kino lat 90. Campillo oddaje nie tylko klimat epoki, ale też tamtych filmów traktujących o AIDS. O ile w pierwszej części takie podejście wydaje się być całkiem w porządku i na miejscu, w drugiej - gdy perspektywę grupową zmieniamy na indywidualną - uderza ono już w dość ckliwe tony słynnej "Filadelfii", czyniąc z poruszającego przecież dramatu zbyt nudnawą powtórkę lekcji z kina społecznego.

JUPITER HOLDJA
reż. Kornél Mundruczó
Konkurs Główny

Stylizowane na biblijną opowieść futurystyczne kino o uchodźcy z syryjskiego Homs (synu cieśli, gdyby ktoś jeszcze wątpił w święte konotacje filmu), który po postrzeleniu podczas nielegalnej próby przekroczenia węgierskiej granicy trafia do szpitala, gdzie odrywa swoje niezwykłe, nowe zdolności - Aryan potrafi latać. Jego przewodnikiem po ogarniętym imigrancką gorączką Budapeszcie będzie cyniczny lekarz Stern, który w cudownych umiejętnościach Syryjczyka upatruje szansy na szybki zarobek i spłacenie długów, zadośćuczynienia rodzinie, której poprzez błąd w sztuce pozbawił najmłodszego członka rodziny. "Księżyc Jupitera" to kino z gatunku o wszystkim i o niczym, (nie)ograniczone właściwie tylko fantazją reżysera. O ile w przypadku "Białego Boga" Mundruczó dość wyraźnie zarysował metaforyczny przekaz swojego filmu, tutaj dosłownie odleciał jak jego syryjski bohater. Równolegle prowadzi kilka wątków, z czego żaden nie ma szans angażować widza, bo czy można wziąć na serio zbudowaną z biblijnych wątków historię o odkupieniu, dobru, które wraca, konieczności powrotu do humanistycznych wartości, wezwaniu o empatię i ludzką mądrość, gdy na ekranie co jakąś chwilę w slow motion lata syryjski uchodźca?

OKJA
reż. Bong Joon-Ho
Konkurs Główny

Gdy w festiwalowym pałacu zgasło światło i rozpoczęła się projekcja (z małym falstartem, bo za pierwszym razem nie dopasowano wielkości ekranu do wielkości obrazu), przy logo Netflixa – debiutanta na canneńskim czerwonym dywanie – jednocześnie można było usłyszeć gromkie brawa i gwizdy niezadowolenia. Kontrowersje wokół amerykańskiej platformy rozpoczęły się jeszcze przed festiwalem, gdy Netflix odmówił prośbie organizatorów, by dobrym zwyczajem zrobić wyjątek i wprowadzić dwa swoje konkursowe filmy przynajmniej do kin we Francji. Przy „Okji” widać, jak w sumie dobra byłaby inna decyzja, bo to film z gatunku tych, których grzech nie oglądać na dużym ekranie. Te świetne efekty specjalne, ładne zdjęcia, efektowne sceny akcji nie powinny się marnować na ekranach laptopów i tabletów. Koreański reżyser uchodzi za jednego z bardziej ekscentrycznych twórców, a nawet wizjonerów światowego kina. Ma niesamowity talent do mieszania filmowych gatunków, zachowując spójność całej fabuły. Jego produkcje w swoim efekciarstwie często mogą rywalizować z wysokobudżetowymi blockbusterami, a jednak pojawiają się one na najbardziej prestiżowych festiwalach świata, w tym takich, uchodzących za promujące filmy artystyczne jak Cannes (a w Polsce Nowe Horyzonty). Powód tego jest dość prosty – za efektami specjalnymi i bombastyczną formą u Bonga Joon-Ho kryje się także frapująca treść... (czytaj całość)

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook