Filmaster

your movie guide

Na horyzoncie widziałam... (4/2016)


DOBRZE SIĘ KŁAMIE W MIŁYM TOWARZYSTWIE
reż. Paolo Genovese
Panorama

Człowiek jako istota społeczna i najbardziej zakłamana, parszywa bestia, jaka chodzi po tym padole - to właśnie przychodzi na myśl po seansie fantastycznej tragifarsy Paolo Genovese. Włoski reżyser posadził przy stole normalnych ludzi: chirurga, weterynarza, taksówkarza, bezrobotnego nauczyciela WF, terapeutkę i innych im podobnych. Żony i mężowie, przyjaciele od lat. Nie mogą mieć więc przed sobą żadnych, większych sekretów, prawda? Nieprawda. Gdy jedna z biesiadniczek proponuje osobliwą zabawę, polegającym na tym, że od tej pory wszystkie rozmowy telefoniczne będą włączane na tryb głośnomówiący, a smsy czytane na głos, rozpocznają się igrzyska. Generalnie nie trudno przewidzieć, jak zakończy się ta zabawa, choć zaczyna się niewinnie. Jedna z pań ciągle utrzymuje kontakt z byłym chłopakiem, którego nie cierpi jej mąż i udziela mu porad sercowych, inna chciałaby pozbyć się z domu teściowej, szukając dla niej domu opieki i nie mówiąc o tym małżonkowi. To jednak wierzchołek góry lodowej. W toku rozwoju akcji ta sympatyczna grupka zajadająca się gnocchi i tiramisu okaże niezłymi krętaczami, draniami, manipulatorami i hipokrytami. Genovese z inteligencją i finezją buduje swój film w oparciu o doskonałe dowcipy, wyposażając swoich bohaterów w doskonale cięte riposty i subtelne, acz bardzo kąśliwe złośliwości, które ci wzajemnie sobie serwują. Humor ma rozładować nerwową atmosferę tego wieczoru, a widza wprowadzić w dobry nastrój, przekonując go, że ogląda świetną komedię małżeńską. Genovese okłamuje nas tak samo, jak czynią to względem siebie uczestnicy tej imprezy. Mimo że śmiejemy się głośno i z łatwością osądzamy grzeszki i grzechy bohaterów, na koniec tej kolacji pozostaje w ustach wyjątkowo gorzki smak. Bo kłamstwo ma może krótkie nogi, ale już człowiek ma skórę wyjątkowo grubą. Potrafi więc przystosować się do funkcjonowania nawet w najbardziej zgniłej, fałszywej rzeczywistości.

MIMOSAS
reż. Oliver Laxe
Międzynarodowy Konkurs Nowe Horyzonty

Suficki western i metafizyczne kino drogi w jednym. Karawana podąża przez strome zbocza Gór Atlas, by doprowadzić do miejsca przeznaczenia sędziwego szejka, który chce ostatnie dni swego żywota spędzić w rodzinnych stronach. Starzec umiera jednak w trakcie wędrówki, ale trzech uczestników wyprawy zobowiązuje się doprowadzić ciało zmarłego do wcześniej ustalonego miejsca. Dwóch z nich ma zgoła odmienne zamiary, ale ten trzeci, przekonany o sile modlitwy, głęboko wierzący i pokładający ufność w Bogu, chce za wszelką cenę kontynuować ich misję. Mimo że "Mimosas" posiada strzępki dość konkretnej fabuły, a wędrówka przez góry wcale nie jest spokojna i monotonna, trudno doszukiwać się w tym filmie innych znaczeń i interpretacji niż te duchowe, spirytualne. Bohaterowie "Mimosas" wielokrotnie wznoszą oczy ku górze, szukając boskiej rady i pomocy, wielokrotnie wymawiają jego imię, ale on zdaje się być nieobecny w ich modłach i wezwaniach. Przejawia się w naturze: surowości górskich krajobrazów, spokoju ośnieżonych równin, jednostajności tych pustych ścieżek. To one w końcu przyciągają głównie wzrok widza. To, czy na tyle skutecznie, by w takim nastroju podążać za bohaterami, decyduje, czy "Mimosas" po prostu oglądamy, czy raczej doznajemy. Jeśli to drugie, wybraliśmy dokładnie tą drogą, którą chciałby Oliver Laxe.

AWARIA
reż. Philip Scheffner
Międzynarodowy Konkurs Nowe Horyzonty

Czarna plama na trochę rozpikselowanym, niebieskim tle. Tylko to przez ponad 90 minut zobaczymy na ekranie. Usłyszymy za to dużo więcej. W tak radykalnej, ekstremalnie surowej formie filmowego eseju Philip Scheffner postanowił odnieść się do kryzysu migracyjnego w Europie. Obraz, który towarzyszy nam na ekranie, to zarejestrowane przez jednego z turystów telefonem wideo, na którym uwieczniono niewielką łódkę z kilkoma mężczyznami, najpewniej desperacko zmierzającymi na nasz kontynent. Jako komentarz Scheffnerowi posłużyły zarejestrowane rozmowy strażników granicznych, pasażerów statku, z których jeden nagrał ten obraz, rodzin imigrantów, które brzmią przerażająco naturalnie. Przerażająco, bo obnażają nie tylko ogrom problemu i jak na razie niemożność jego sprawnego (sprawiedliwego?) ogarnięcia oraz naiwność ludzi, ryzykujących życie, by tylko dotrzeć do Europy, nie zdających sobie sprawy, że ta Europa wcale na nich nie czeka i nie ma niczego sensownego im do zaoferowania. Philip Scheffner w swojej refleksji wcale nie jest odosobniony. Bliski temu spojrzeniu był także Gianfranco Rosi w nagrodzonym Złotym Niedźwiedziem "Fuocoammare". Różnica między nimi jest właściwie tylko taka, że Niemiec ze swoim przekazem, ze względu na jego trudną formę, właściwie nie wyjdzie poza wąski, festiwalowy obieg.

SOBOWTÓRY
reż. Izaac Ezban
Nocne Szaleństwo

Dzieło Isaaca Ezbana chyba w niewąskich kręgach fanów kina grozy uchodzi za jeden z najgorętszych tytułów sezonu. Nagradzany na imprezach pokroju Dreams Fantastic Film Festival w Buffalo czy Morbido Fest. I "Sobowtóry" zaczynają się jak klasyczny, rasowy horror. Oto na opustoszałym dworcu autobusowym, pewnej burzliwej nocy roku 1968, spotyka się ośmioro ludzi. Część z nich to pasażerowie czekający na opóźniony z powodu intensywnych opadów autobus do Mexico City, część - pracownicy stacji. Transport nie nadjeżdża, a z radia dochodzą niepokojące wieści o nieciekawej sytuacji w kraju, wywołanej przez dziwne incydenty. W końcu równie niezwyczajne rzeczy zaczynają przydarzać się osobom zamkniętym w dworcowej poczekalni. "Sobowtóry" są pięknie wystylizowane (jakby powstały w latach 60.) i do połowy filmu odczuwa się ten złowieszczy klimat sytuacji, ale gdy robi się ona coraz bardziej klarowna, staje się raczej kuriozalna i nieco rozczarowująca. Być może wynika to z tego, że Izaac Ezban chciał wpleść do swojego kina gatunkowego trochę refleksji o sytuacji społeczno-politycznej, co niezbyt dobrze mu wyszło. Pomysł na film był fajny, realizacja forma jeszcze fajniejsza, ale coś nie zagrało na poziomie fabuły. Jeff Nichols z czasów "Take Shelter" lepiej by to zrobił.

ayya Kasia Wolanin

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook