your movie guide

Powrót

W kategoriach sporego rozczarowania należy rozpatrywać nowy film Xaviera Dolana.


Minęło 12 lat odkąd Louis opuścił dom rodzinny. Pozostawił za sobą wszystko - matkę, rodzeństwo, miejsca i wspomnienia. Nie interesował się ich losem, nie kontaktował się, by spytać, co u nich słychać. Przypominał o swoim istnieniu, wysyłając parę razy w roku lakoniczne pocztówki. Jaki był powód wyjazdu, właściwie nie wiadomo. Teraz jednak mężczyzna wraca, niosąc rodzinie smutną wiadomość. Louis umiera. Czuje się zobligowany, by im o tym powiedzieć, ale sam przyznaje, że nie może zrobić tego od razu. Najpierw musi nieco nadrobić stracony czas. Dom niecierpliwie czeka na jego wizytę - z ekscytacją i przerażeniem. Matka nerwowo się stroi, młodsza siostra umiera z podniecenia, starszy brat się pozornie spokojny, gotuje się w środku. Jest też jego wyciszona żona, która szwagra nigdy nie miała okazji poznać. Louis pojawia się u drzwi, ale po ciepłym rytuale powitalnym, kurtuazja się skończy. Rozpoczyna się spektakl rozdrapywania ran, wyrzucania pretensji, wzajemnych ataków i oskarżeń, wylewania gorzkich żali. Dopiero wtedy Louis dostrzeże, jak niegdyś wielką krzywdę wyrządził bliskim i że teraz może już nie być szansy, by to naprawić.

"Juste la Fin du Monde" to zdecydowanie najbardziej klasyczne ze wszystkich dzieł złotego dziecka światowego kina, Xaviera Dolana. Jego siłą napędową są soczyste dialogi, jakie ekspresyjnie wyrzucają z siebie bohaterowie tej historii. Ta teatralna konwencja bardzo szybko zaczyna jednak męczyć. W filmie widać oczywiście typowo dolanowskie, fantastyczne sztuczki - żywy montaż, bliskie ujęcia dające wrażenie intymnej bliskości z postaciami, kolorystyka chiaroscuro, a nawet retrospektywne fragmenty w formie charakterystycznych teledysków (tylko u tego gościa w zaledwie kilkuminutowych odstępach mogą pojawić Grimes i „Dragostea din teï”), ale nudnej, teatralnej maniery nie udało się uniknąć nawet Kanadyjczykowi. Bo "Juste la Fin du Monde" w gruncie rzeczy od takiego "Sierpnia w Hrabstwie Osage" różni się jedynie kilkoma małymi, ekstrawaganckimi detalami, pozostając filmowym teatrem - dość statycznym, przegadanym, nużącym.

Sierpień w Hrabstwie Osage, najgorzej :(

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook