Tyrania Babci
Siergiej Snieżkin do tej pory nie był specjalnie znany światowej publiczności. Pewnie nawet niewielu sympatyków współczesnej kinematografii rosyjskiej słyszało o tym reżyserze. „Pochowajcie mnie pod podłogą” jest filmem, który praktycznie automatycznie zakoduje nazwisko Snieżkina w naszej pamięci. Rosyjski reżyser ekranizując skandalizującą, autobiograficzną książkę Pawła Sanayeva, stworzył niezwykły portret radzieckiej, aktorskiej rodziny, który zamiast wpisywać się w artystyczny etos, przepoczwarza się w traumatyczne studium dysfunkcyjnych relacji rodzinnych.
Kluczową postacią filmu Snieżkina jest babcia, żona zasłużonego dla ZSRR aktora, która wraz z mężem opiekuje się swoim ośmioletnim wnuczkiem, Saszą. Chłopiec z pozoru wygląda jak każde, normalne dziecko w jego wieku, jednak babcia okazuje się paranoicznie go leczyć na niezliczoną ilość mniej lub bardziej poważnych chorób oraz izolować od rówieśników i otoczenia. W domu kobieta rządzi niemalże za pomocą terroru, często popada w histerię, ma manierę wiecznego podkreślania swojej martyrologii dla rodziny. Nie szczędzi najgorszych epitetów córce Oldze, matce Saszy, której nie pozwala się widywać z dzieckiem, nawet doskonale wiedząc, że chłopiec z nadzieją wyczekuje spotkania z matką. Olga zapewne kiedyś była wychowywana, tak samo jak teraz jej syn. Podczas pierwszego po wielu latach, dłuższego spotkania z matką starsza kobieta potrzebuje kilku minut, by drobne przebarwienie na skórze zdiagnozować jako rak. Olga, która najwyraźniej kiedyś opuściła dom i syna, by zrobić aktorską karierę, będzie starała się naprawić błąd, mimo gorliwej blokady ze strony obecnej opiekunki dziecka.
Wydawać, by się mogło, że najbardziej negatywnym bohaterem „Pochowajcie mnie pod podłogą” jest babcia – wariatka, ale tak naprawdę żadna z osób w tej rodzinie nie postępuje w normalny sposób. Ojciec Olgi, romansując na boku, przez lata tolerował tyranię żony, której ofiarą najpierw stała się córka, potem jego wnuk. Olga w swoich próbach odzyskania dziecka drażni brakiem stanowczości i kreowaniem sztucznego imposybilizmu całej sytuacji. Jej partner niespecjalnie interesuje się Saszą. Zamiast wspierać kobietę, rzuca jej propozycję, by zrobili sobie własne dziecko. W filmie Snieżkina groteskowych sytuacji nie brakuje i choć pozornie wydają się one dość śmieszne, ciężko jest czuć się komfortowo. „Pochowajcie mnie pod podłogą” portretuje psychopatyczną mentalność w wielu jej odcieniach – najbardziej jaskrawych (babcia) i tych mniej wyrazistych (Olga, jej ojciec). Snieżkin sięgnął po skrajny naturalizm i komediowy dowcip w ukazywaniu smutnych patologii, co tylko jeszcze mocniej obciążyło ten i tak wystarczająco ciężki dramat społeczny.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook